Strona parafialna

parafia św. Jana Sarkandra w Bańgowie

Odpust Parafialny

20170521_152100

VI NIEDZIELA Wielkanocna ODPUST PARAFIALNY

Każdy człowiek ma trzy pytania, które go gnębią i niepokoją. I dopóki na te trzy pytania nie znajdzie odpowiedzi, nigdy nie będzie spokojny. Pytanie pierwsze: Jak urządzić sobie życie, aby być szczęśliwym i nigdy nie żałować? Drugie pytanie, które gnębi każdego człowieka myślącego: Gdzie jest prawda? Kto nas dzisiaj wodzi za nos a kto mówi prawdę, kto nam tylko obiecuje a kto nas oszukuje? I wreszcie trzecie pytanie – pragnienie, które gnębi każdego człowieka, może nie tych nastolatków jeszcze, bo jak ma człowiek lat kilkanaście, to jeszcze sobie z tego sprawy nie zdajesz, to pragnienia, aby żyć zawsze. Jakoś nie dociera do naszej świadomości, nie chcemy się z tym pogodzić, że trzeba umrzeć i my się buntujemy. Dzisiaj, zatrzymajmy się nieco dłużej przy drugim pytaniu: Gdzie jest prawda? Ostatnia Wieczerza, którą spożywał Chrystus w gronie swoich najbliższych u schyłku dnia Wielkiego Czwartku, była nie tylko pożegnaniem odchodzącego na śmierć Mistrza z pozostającymi na świecie uczniami. Była to także, godzina wielkich darów i wielkich obietnic. Odchodzący Jezus zapowiada najprzód swoim uczniom, że do nich wkrótce wróci i z nimi pozostanie: „nie zostawię was sierotami, przyjdę do was”. Ale Jezus powie też: „Ja zaś będę prosił Ojca, a innego pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze”. Dla uczniów Jezusa będzie to Duch dobry i przyjacielski. On doprowadzi ich do pełni prawdy o Chrystusie oraz przypomni im wszystko, cokolwiek Jezus im mówił. Da im także moc, by wobec świata stanęli, jako godni Jego świadkowie. My chcemy prawdy! Do tego stopnia odczuwamy głód prawdy, że Amerykanie są gotowi wyrzucić miliardy dolarów, żeby się dowiedzieć czy na innej planecie istnieje życie. Nie interesują ich hipotezy naukowców, bo rzekomo głód prawdy jest silniejszy od głodu, który panuje na ziemi. Nas wszystkich, nie tylko Amerykanów, dręczy to pragnienie: dowiedzenia się prawdy, gdzie leży prawda? Odpowiedź dał Chrystus a za Nim nasz patron św. Jan Sarkander. Strzeżmy PRAWDY i  bądźmy ludźmi sumienia.

Ks. Ireneusz

Dekoracja naszego kościoła

2017-05-14-10-11-26

V NIEDZIELA Wielkanocna

2017-05-14-10-03-22

Miłośnikom muzyki nie wystarczy posiadanie płyt, oni pragną na żywo oglądać ulubionych artystów i posłuchać utworów w ich wykonaniu. Na wystawę słynnych obrazów ustawiają się kolejki po bilety, aby z bliska zobaczyć arcydzieła, a nie tylko reprodukcje w albumach. Kibice chcą na stadionie śledzić zmagania sportowców, zamiast oglądać ich w telewizji. Miliony ludzi pragną być blisko Ojca św. podczas jego pielgrzymki, a nie tylko słuchać relacji z radia czy szklanego ekranu. Chrystus tak barwnie i ciekawie opowiadał o swoim Ojcu, że Filip zwrócił się do Niego z gorącą prośbą: Panie, pokaż nam Ojca. Odpowiedź Chrystusa jest cenna nie tylko dla Filipa, ale także dla ludzi wszystkich czasów i pokoleń, którzy kiedykolwiek będą zastanawiać się nad religią i Bogiem. „Filipie, kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca”. A więc poznanie Jezusa prowadzi do poznania Boga. Innej drogi nie ma. Jeśli ktoś myśli, że można inaczej, na skróty, zajdzie na manowce, wyląduje w jakiejś sekcie, w medytacjach Wschodu, albo stanie się niedowiarkiem z etykietką „on też wierzy, ale po swojemu”. Poglądy takiego osobnika przypominają mieszankę różnych zabobonów, prywatnych uprzedzeń z domieszką marksistowskiej teorii religii, katastroficznych przepowiedni i herezji. Tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? – mówi Chrystus do Filipa. Przez trzy lata przebywał z nimi, dowiedzieli się, że to On – Jezus jest obiecanym Mesjaszem. Cierpliwie objaśniał im podstawowe prawdy wiary, stosował porównania i przypowieści, mówił przystępnym językiem, a także obiecał, że gdy przyjdzie Duch Święty, On ich wszystkiego nauczy. Niestety, efekty nauki nie były najlepsze, stąd ta wymówka: „tak długo jestem z wami…”. A co powiedziałby Chrystus niejednemu katolikowi w Polsce. Już ponad tysiąc lat jestem z wami, czy Mnie znacie? Czy potraficie zabrać głos i stanąć w Mojej obronie? Co się stało z waszymi obietnicami danymi podczas I Komunii św. i Sakramentu Bierzmowania? Czy pogłębiacie systematycznie waszą wiarę?

Ks. Ireneusz

IV NIEDZIELA Wielkanocna – DOBREGO PASTERZA

Przypowieść o pasterzu i owcach sprawia dzisiejszemu człowiekowi poważne trudności. Jeśli mieszkasz w mieście i nie masz kontaktów ze wsią, nie rozumiesz panujących tam zwyczajów, a biblijny obraz nic ci mu nie mówi. Poza tym, niejeden człowiek jest przeczulony na punkcie swojej godności, to też rola biernej owieczki mu zupełnie nie odpowiada. On lubi podkreślać swoją niezależność i chodzić własnymi drogami. Nie należy więc dziwić się trudnościom w zrozumieniu tej przypowieści. Nawet słuchacze Jezusa mieli z tym kłopoty: „Lecz oni nie pojęli znaczenia tego, co im mówił”. Trzeba znać ówczesne realia, żeby dostrzec piękno tego obrazu. Owce idą za głosem swojego Pasterza. Owczarnia była dużą przestrzenią otoczoną murem z kamienia. W tym murze był jeden wąski otwór – brama, przez którą owce mogły wchodzić i wychodzić. Mur stanowił zabezpieczenie przed wilkami i złodziejami, a ponadto jeden człowiek tak zwany odźwierny czuwał przez całą noc. Gdy pasterz przychodził rano po swoje stado, wołał owieczki po imieniu, a one wychodziły przez bramę i szły za nim. Ktoś opisał swoje wrażenia z pobytu w Palestynie. Był świadkiem, jak pasterze poili w jednym źródle swoje owieczki. Turysta zastanawiał się, w jaki sposób pasterze rozpoznają swoje owieczki. Kiedy owieczki zaspokoiły swoje pragnienie, pasterze po kolei wołali: „menach” (chodźcie za mną). Owce znały głos swojego pana i ruszyły za nim. Turysta zapytał z ciekawości, czy one poszłyby za nim. „Proszę spróbować” – padła odpowiedź. Wówczas turysta zdjął swój płaszcz, ubrał się w strój pasterza, na głowę założył turban, do ręki wziął laskę i zawołał: „menach”, ale żadna owieczka nie poszła za nim.

Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania IV NIEDZIELA Wielkanocna – DOBREGO PASTERZA została wyłączona
  • Skategoryzowane jako: Bez kategorii

III NIEDZIELA WIELKANOCNA

Dwaj uczniowie Chrystusa zdążają do wioski Emaus, oddalonej około 11 kilometrów od Jerozolimy. Mają dużo czasu, żeby w czasie drogi wymienić między sobą poglądy na temat dramatu, jaki rozegrał się w minionym tygodniu: aresztowania Jezusa, pośpiesznego procesu wbrew przepisom prawa, fałszywych świadków i niesprawiedliwego wyroku śmierci. Krążą pogłoski, że On żyje, potwierdzają to kobiety, które były u grobu, także apostołowie Piotr i Jan, ale oni Łukasz i Kleofas są zbyt krytyczni, aby dać wiarę takim niesprawdzonym sensacjom. Wolą opuścić Jerozolimę i udać się w bezpieczne miejsce, dopóki sprawa nie przycichnie. Gdy więc smutni i przygnębieni roztrząsają w szczegółach ostatnie wydarzenia, oto Jezus zbliżył się do nich. Nie poznali Go, gdyż „oczy ich były niejako na uwięzi”. Strach i smutek przeszkadzają w jasnym widzeniu rzeczywistości. Zajęci sobą i swoim bólem, nie widzą Chrystusa idącego obok. A przecież Bóg jest zawsze z nami, w każdej sytuacji życia. Jest tu zawarta cenna wskazówka: nie wolno stać z boku i biernie się przyglądać, jak ludzie uginający się pod ciężarem kłopotów oddalają się od Jerozolimy, która jest symbolem wspólnot wiary. Nie mam żadnego prawa do oceny: „to ich sprawa, wolna droga, niech każdy pilnuje siebie, stwórzmy zwarte getto w obronie przed potęgą zła i zalewem laickich poglądów”. Chrystus nie chce, żeby Jego Kościół stanowił zamkniętą twierdzę. Jako Jego uczniowie mamy wyjść naprzeciw świata i rozmawiać ze wszystkimi szukającymi kontaktów z Kościołem.

Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania III NIEDZIELA WIELKANOCNA została wyłączona
  • Skategoryzowane jako: Bez kategorii

Gdyby Ewangelie nie były Pismem Świętym napisanym przez ludzi pod natchnieniem Ducha Świętego, nigdy nie umieszczono by tam sceny ze świętym Tomaszem. To kompromitacja tego towarzystwa. Tomasz najlepsze lata spędził przy boku Chrystusa, obserwował Go, słuchał Jego nauk, był świadkiem różnych cudów, zastanawiał się nad tym i analizował. Kochał Chrystusa, był gotów oddać swoje życie za Niego. Aż tu nagle nastąpił taki czas: Jezus zostanie aresztowany, pobity, umiera na krzyżu. Złożono Go do grobu. Tomasz nie może znaleźć sobie miejsca, chce być sam ze swoim bólem i rozterkami. Gdy Jezus Zmartwychwstały ukazał się apostołom, zaryglowanym ze strachu w Wieczerniku, Tomasza nie było. Spotkał swoich kolegów a oni mu powiedzieli: „widzieliśmy Pana”. Ale on im odpowiedział: „jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, nie uwierzę”. Z powodu tego zdania na głowę Tomasza posypały się gromy potępienia. Przez dwa tysiące lat kaznodzieje, egzegeci prześcigali się w mowach oskarżycielskich, stawianiu stopni z jego wiary. Nazwano go „niewiernym Tomaszem”, chociaż swoja miłość do Chrystusa przypieczętował męczeńską śmiercią. Określano go chłopkiem – roztropkiem. Co to musi najpierw dotknąć, żeby uwierzyć. Pisano, że jego racjonalizm był żałosny, ale on o tym nie wiedział, że jego wypowiedź jest przejawem bezdennej pychy i zarozumiałości. Tylko Bóg mógłby powiedzieć czy gromiciele Tomasza nie byli więcej pyszni, a mniej wierni od niego, ale to takie przyjemne pokazywać palcem na drugiego, żeby odwrócić uwagę od swojej religijnej miernoty. Tomasz wypowiedział głośno to, co inni myśleli po cichu. W Tomaszu widzimy samych siebie. To Maria Magdalena przyniosła wiadomość, iż Chrystus zmartwychwstał. Czy można jej uwierzyć, skoro Chrystus wypędził z niej siedem złych duchów? A może histeryzuje i zmyśla? Za Magdaleną powtarza wiadomość o Zmartwychwstałym sam Piotr, ale to człowiek w gorącej wodzie kąpany. Także inni apostołowie informują „widzieliśmy Pana”, ale może i oni ulegli zbiorowej halucynacji? Tomasz jest ostrożny, szuka mocniejszych dowodów, ponieważ wie, że prawda o zmartwychwstaniu ma fundamentalne znaczenie dla chrześcijaństwa.

Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania II Niedziela ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO – BIAŁA – ŚWIĘTO MIŁOSIERDZIA została wyłączona
  • Skategoryzowane jako: Bez kategorii

Życzenia świąteczne

20170416_085923.jpg

„PAN RZECZYWIŚCIE ZMARTWYCHWSTAŁ” (ŁK 24,34)

Niech spotkanie ze Zmartwychwstałym Jezusem napełni Was Mocą i uzdolni do

dawania świadectwa wiary wobec każdego człowieka.

Niech Pan w Wasze serce wlewa ład, radość i pokój.

Błogosławionych, pogodnych Świąt Wielkanocnych!

Życzą Wam i Waszym bliskim

ks. Krystian i ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania Życzenia świąteczne została wyłączona
  • Skategoryzowane jako: Bez kategorii

NIEDZIELA ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO

Powiedział, że zmartwychwstanie i zmartwychwstał. Zawsze dotrzymywał słowa. Zresztą jakże śmierć mogłaby zatrzymać w swoim mrocznym królestwie Tego, który jest Życiem? Śmierć nie jest potęgą wszechwładną. Jej moc i panowanie są ograniczone. Dotyka ona tylko tych, których życie nie jest osobistą własnością, ale darem otrzymanym od kogoś innego. Ten, zamordowany na krzyżu i złożony w grobie, miał życie sam z siebie. By móc umrzeć, musiał się najpierw przyoblec w podległe śmierci człowieczeństwo. Musiał się stać jednym z nas. I na to właśnie Jego, wspólne z naszym człowieczeństwo, rzuciła się śmierć. Podstępnie, drapieżnie i okrutnie, jak to jest w naturze śmierci i jak od samego początku rzuca się ona na człowieczeństwo każdego z ludzi. Różnica pomiędzy nami a Nim. W życie Jezusa śmierć weszła nie jako nieuniknione fatum, przed którym nie ma ucieczki. Nie weszła też jako konsekwencja grzechu i kary za niego. Przyszła raczej, jako pokorna sługa, której zlecono wykonać rozkaz kogoś mocniejszego niż ona. Jezus umarł nie, dlatego, że musiał, ale dlatego że sam umrzeć chciał. „Nikt mi życia nie zabiera, lecz Ja je od siebie oddaje” – pada z Jego ust. Dlaczego to zrobił? Teologia wylicza szereg powodów. Zastanówmy się tylko nad jednym z nich, tym, który z ogromnym przejęciem podchwyciło i zaczęło głosić już pierwsze chrześcijaństwo, a który  jest zresztą najważniejszy: Jezus żył i umarł „dla nas”. To „dla nas” rozumieć trzeba bardzo szeroko. Przyjście na świat Syna Bożego nie miało na celu uwolnienia człowieka od trudu, cierpienia i śmierci. Według odwiecznych planów Opatrzności wszystko to pozostać miało nadal i iść poprzez historię ludzkości aż do chwili, gdy w miejsce doczesności rozkwitnie wieczność. Trzeba było jednak pokazać człowiekowi, jak należy trudzić się, cierpieć, a potem umrzeć. Potrzebny nam był Ktoś, kto umiałby człowieka przekonać, że pod odrażającą skorupą pracy, niepowodzeń, cierpienia, śmierci, odnaleźć można pełen logiki i miłości plan Boga, uwzględniający nasze dobro, tego Boga, który jest przecież Ojcem.

Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania NIEDZIELA ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO została wyłączona
  • Skategoryzowane jako: Bez kategorii

NIEDZIELA PALMOWA MĘKI PAŃSKIEJ

„A Pan Jezus jechał na oślicy ku swojej śmierci, radującą się ulicą”. To z Gołubiewa, ale i z Mateusza. Tego Mateusza, który dziś, w Niedzielę Palmową, pędzlem maczanym najprzód w słońcu, a potem w najgłębszym mroku, przybliżyć nam próbuje tajemnicę Jezusa, wchodzącą właśnie w swoje stadium najbardziej dramatyczne, ale i najbardziej zasadnicze i ważne. W tygodniu, który idzie, zderzą się z sobą, w rozstrzygającym boju, światło i mrok, prawda i kłamstwo, miłość i nienawiść, życie i śmierć, tajemnica zbawienia z tajemnicą nieprawości. Niedziela Palmowa jest jakby pierwszym krokiem w pełną kontrastów rzeczywistość Paschy, i jak tamta, składa się z mozaiki świateł i cieni. Gdyby nam, ludziom posiadającym wyczucie stylu i tego, co wypada, polecono stworzyć ramy do już stojącej w drzwiach Męki Pana, rozpoczęlibyśmy wszystko bardzo patetycznie i nastrojowo, wygaszając stopniowo światła i radośniejsze dźwięki, by każdym słowem i każdym gestem podkreślić ważność i jedyność chwili. A Jezus wsiada sobie zwyczajnie na pożyczonego osła i w gromadzie rozradowanych Galilejczyków wjeżdża, zalaną słońcem drogą, do miasta. Rozlegają się okrzyki: Hosanna! Powiewają gałęzie palm, co gorliwsi rzucają swoje szaty na drogę, jak to i u nas się robi, gdy czerwone chodniki słane są pod nogi wysiadających z samolotu dygnitarzy. Prawie wiosenny festyn. Do tego weselącego się pod bokiem Jezusa orszaku zaproszeni zostajemy przez liturgię Niedzieli Palmowej także i my. Nabożeństwo dzisiejsze rozpoczęto przecież od poświęcenia palm, od „Hosanna”. Nie róbmy zdziwionej miny. Trzeba, abyśmy się weselili. To nic, że za chwilę odczytywać nam zaczną od ołtarza, opis  męki i śmierci Chrystusa. To nic, że świeżą zieleń Niedzieli Palmowej zmrozi już za kilka dni chłód Wielkiego Piątku, a wołania „Hosanna” utoną w podyktowanym nienawiścią „ukrzyżuj!”. Pełną pogody i wiosennego słońca uwerturę do własnej śmierci napisał nie żaden pozbawiony wyczucia chwili kompozytor, nawet nie żaden z Ewangelistów. Napisał ją sam dla siebie i napisał ją dla nas, Jezus.

Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania NIEDZIELA PALMOWA MĘKI PAŃSKIEJ została wyłączona
  • Skategoryzowane jako: Bez kategorii